Franek z Pragi – fragmenty i metamorfoza

wpis w: Praskie książki | 1

„Franek z Pragi” Anny Limprechtówny to nowela nagrodzona III nagrodą na konkursie „Echa Pragi”. Ukazała się w dodatku powieściowym „Gazety Warszawskiej Porannej” w 1927 r. Konkurs „Echa Pragi” odbył się w 1916 r. Jury nie przyznało pierwszej nagrody, a jedynie 2 i 3 miejsce. Wyróżnione powieści były drukowane w czasopiśmie. Udało mi się jeden egzemplarz dodtku upolować już jakiś czas temu na allegro za 25 zł. Był on w dość słabym stanie, choć nie tragicznym. Okładka była zniszczona, kartki trochę porwane na brzegach, książka się już rozsypywała. Przyznam, że strach nieco było brać ją do ręki. Nie mam pojęcia jak wiele istnieje takich egzemplarzy, ale podejrzewam, że niewiele ocalało do naszych czasów.

Długo się zastanawiałam czy pozostawić książkę w stanie w jakim jest czy oddać ją w profesjonalne ręce, aby ją podreperować i w ten sposób wydłużyć jej życie. Po dłuższym namyśle postanowiłam jednak, że zainwestuję w renowację. Widziałam, że Introligatornia na Pradze, mieszcząca się przy ul. Białostockiej 7, zajmuje się tego typu rzeczami. Poprosiłam ich o naprawę książki. Koszt nie był może taki mały, bo naprawa kosztowała 120 zł – płaciłam normalnie, nie jest to wpis sponsorowany 😉 Widać, że ktoś włożył w to sporo pracy i własnej wiedzy.

Tak książka prezentuje się po renowacji.

Okładka została wymieniona. Zmieniła wprawdzie kolor, ale stylistycznie jest bardzo podobna, a okładka użyta do renowacji ma około 40 lat i była ręcznie malowana, tak jak oryginalna. Kartki zostały wzmocnione, książka stała się nieco grubsza, strony już się nie rozsypują i nie rozpadają w rękach. Jedyne moje zastrzeżenie wzbudza kawałek karteczki naklejony w jednym miejscu w rogu, nie wiem czy to niedopatrzenie i coś nie zostało wykończone… w poniedziałek postaram się przejść i dopytać czy tak miało być. Ogólnie ja jestem zadowolona renowacji. Mam nadzieję, że przedłuży to nieco życie Frankowi.
Edit: Kawałeczek kartki okazał się niedopatrzeniem. Podeszłam do introligatorni i od ręki pani mi to poprawiła, nie ma luźnej kartki, a wszystko się pięknie prezentuje 🙂

Prosiliście mnie o fragmenty noweli 🙂

„W pewien wczesny ranek sierpniowy dziewięćset piętnastego roku idzie Franek Brzękała Aleksandryjską ulicą w wyjątkowo czystej koszuli i wyłatanym na plecach spencerze, zmierzając ku lewemu brzegowi Wisły.

Na gołych stopach ma jakieś stare, popękane, wyrzucone mu z okna pierwszego piętra przez nieznanego dobroczyńcę lakiery, w kieszeni złotówczynę na wianek dla matki na twarzy świąteczną powagę, bo to dziś pięć lat mija od śmierci tej, co go na ten świat, mimo woli i chęci, na gorzką dolę i ponierwierkę zrodziła.
(…) Uśmiecha się w myśli do Warszawy, którą uważa za siostrzycę rodzoną Pragi, ale wyniesioną już na wyższy stopień hierarchji społecznej za arystokratkę, zamożną posesjonatkę, damę, przy której szara, zadymiona, biedna Praga wydaje mu się prostą robotnicą – proletarjuszką, pracującą pokornie poto jedynie, by tamta z lewego brzegu wykwintna elegantka stroiła się w jedwabie i złoto, chodziła do kinematografów i uciesznych teatrów, perfumowała się, kokietowała i wysyłała do swych ogrodów całe roje roztrzepotanych jak motyle, barwnych jak wiosenne kwiaty, szczęśliwych dzieci.

Franek sam nie wie, którą z nich kocha więcej stanowczo jednak bardziej swojsko jest mu tu, na gruncie praskim, na własnych śmieciach, gdzie w najczarniejszą noc trafiłby po omacku do każdego domu, zaułka, parkanu lub szopy, gdzie zna wszystkich stójkowych, żebraków i włóczęgów, gdzie ujrzał pierwszy raz światło dnia, wziął pierwsze baty od szewca, u którego matka kątem mieszkała (…)- Franuś, poczekaj, gdzie to sypiesz na tamtą stronę?
Kulaskowi zechciało się potańcować z Warsiawą.
– Fra-a-a-nek, chodzi na przystań! Statek wali całą parą – zarobisz se dychacza. (…)
– Chodźta lepi ze mną na Powązki – odpowiada im Franek (…)
– A cóż tam? Nieboszczyki stypę ci jaką wyprawiają? – pyta Waler (…)
– Ni, tylko trza dziś matce grób oporządzić – ona tam leży – mówi z pewną wyniosłością, rad się pochwalić, że jej kosteczki nie na Bródnie, a na pańskim cmentarzu ziemia na wieczne, przygarnęła odpocznienie.
– No to syp, ale wracaj duchem! Felek buchnął dwie klawe wędy. Będziemy do połnia rybki, wisz, tam gdzie zawsze łowili (…)
– Nie wim, czy zdążę, bo to jeszcze potem wstąpię do fary – dodał, nieco zmieszany.
– U-u-u do bożygrobka, lizusować się Panu Jezusowi. A nie masz tu Florjana pod nosem? (…)
– Ten nasz kościół, to tak wygląda, jak świeża, niepomalowana kamienica – mówi wreszcie – Widzi mi się, że sam jeszcze Pan Bóg nie miał się czasu wprowadzić. A w takim starym domu, jak fara, to jemu lepiej kwadruje, bo widzita, on sam staryk, starszy od caluśkiego świata. (…)

Nagle zbudził go gwałtowny wstrząs z akompanjamentem ogłuszającgo huku. (…)
– Mosty popsuli, wysadzili w powietrze! – krzyczał ktoś w izbie. (…)

Franek porwał za czapkę i przez podwórze dwoma skokami wybiegł na ulicę. Niebawem gnał już, co tchu starczyło, Aleksandryjską ku Wiśle. Środkiem biegli za nim inni, zbudzeni ze snu mieszkańcy w tę samą stronę.

Ku dworcom kolejowym ciągnęły się bezładnie furgony i pojazdy, szły pułki żołnierzy, mijając się z rotami kozaków, obejmujących Pragę w swe samowładne posiadanie. (…)

Nareszcie stanął nad skrajem wody (…)

Łobuzerja wrzeszczała opętańczo, pokazując sobie zwisłe w toń, niby ramiona omdlałego topielca, przęsła mostu. (…)

Zerwały się więzy serdeczne, łączące obie siostrzyce – ubogą prostą robotnicę z elegancką, majestatyczną damą. „Wstęga Wisły podzieliła je na zawsze – nie będą już sobie rąk podawały| – myślał Franek z rozpaczą. (…)

One Response

Zostaw Komentarz